Historia pewnej kradzieży samochodu. Jak ludzie próbują zarobić na cudzym nieszczęściu

Nie tak dawno, bo niecały miesiąc temu po raz drugi w moim życiu skradziono mi samochód. Pomimo zamontowanego monitoringu i zabezpieczeń w samochodzie, odjechał niezauważony około godziny 4 w nocy. I przepadł jak kamfora. Można długo dywagować na temat okolicy w jakiej mieszkam lub tego jak zabezpieczyć auto przed kradzieżą, ale chciałem Wam opowiedzieć coś zupełnie innego. O tym jak pewni ludzie próbują zarobić na cudzym nieszczęściu. Tekst ten piszę ku przestrodze dla tych, których takie nieszczęście spotkało lub może spotkać.

Po pierwsze nie czujmy się bezpiecznie. Niezależnie od tego, czy samochód trzymamy pod blokiem, w garażu czy na podwórku pod domem. Złodzieje znają takie sposoby, żeby wyprowadzić upatrzone auto nie wzbudzając niczyich podejrzeń, że byście się zdziwili. Niestety przekonałem się tym boleśnie po raz drugi w swoim życiu. Po raz drugi skradziono mi fabrycznie nowe auto spod domu. Uprzedzając komentarze: nie, nie jestem na celowniku. Niespełna kilka dni temu, kilka domów dalej podobne auto również zmieniło właściciela. A w zasadzie nie znam osoby z okolicy, której to nie dotknęło w mniejszym lub większym stopniu – bo są i tacy, którym wyprowadzono na raz wszystkie samochody z garażu. Ale do rzeczy…

Spokój przede wszystkim

Tym może się wykazać ten, który samochód ma z pełnym ubezpieczeniem i nie zaniedbał czegokolwiek związanego z umową ubezpieczenia. Wiadomo, samochód rzecz nabyta, auto się nie znajdzie, ubezpieczyciel wypłaci pieniądze i w sumie poza straconym czasem i nerwami możemy szukać nowego pojazdu. Gorzej jeśli samochód stanowił dla nas dużą wartość, a nie mogliśmy go już ubezpieczyć bo był za stary, albo po prostu chcieliśmy zaoszczędzić na AC. To właśnie na takie osoby polują ci o których chciałem Wam opowiedzieć. Tak czy inaczej, nie dajmy ponosić się nadmiernym emocjom bo możemy stracić więcej niż tylko auto. A przy okazji wpaść w nerwowy i wyczerpujący psychicznie kontakt z osobą, której w życiu nie chcielibyśmy poznać. W skrajnych przypadkach wyobrażam sobie sytuację w której zaczynamy obawiać się o resztę mienia, a nawet o zdrowie swoje i rodziny.

Widziałem Pana samochód! Proszę o kontakt

Z reguły zaczyna się niewinnie. A sam kontakt daje nam poczucie szansy na odzyskanie skradzionego pojazdu. Wiadomo, że w dobie rozbudowanych social mediów udostępniamy informację o kradzieży na Facebooku i tym podobnych serwisach. Z reguły post jest udostępniany setki razy, komentarze się mnożą. Zarówno te, które mają nas podbudować od zupełnie obcych osób jak i fachowców na temat zabezpieczeń jak i zazdrosnych „cebulaków”, którzy cieszą się, że komuś kto ma nieco lepiej dzieje się krzywda. W tym wszystkim pojawiają się też tacy, którzy tylko na taką informację czekają. Widząc jak zależy nam na zgubie, kontaktują się z nami przez komunikator, czy SMSem z informacją że „chyba” widzieli nasze auto. W wielu wypadkach są to ludzie którym wydawało się że to był ten samochód. Ale nasz manipulant samochodu na oczy nie widział. A całą wiedzę o nim wyciąga z naszego opisu, zdjęć, nagrań i od nas samych.

A zatem… widziałem Pana samochód. Tak z całą pewnością to był ten! Miał to i tamto, charakterystyczne cechy, które widział na udostępnionym zdjęciu. A może sami w kontakcie telefonicznym z człowiekiem mu podpowiedzieliśmy, a ten skwapliwie potwierdza. I tu nas ma. Zaczynamy wierzyć, że on naprawdę go widział. A gdzie? Z reguły kilkaset kilometrów dalej. W moim przypadku, człowiek podawał się za pracownika komisu, w którym próbowano rzekomo sprzedać mój samochód. Jak mówił widział go na monitoringu i potwierdził wszystkie informacje na jego temat. Ale… i tu haczyk, nie może dać żadnych materiałów, ani powiedzieć gdzie dokładnie pracuje poza miastem, bo jego szef go zwolni bo nie cierpi policji. I jak się dowie to nasz dobroczyńca straci pracę. Co ciekawe ten sam człowiek pozawala nam dać swoje dane policji i dzięki temu uzyskuje furtkę do powiadomienia nas, że rzekomo policja do niego dzwoniła, a potem do jego szefa i stracił pracę. O proszę! Intryga gotowa. Dobroczyńca traci źródło utrzymania, a my mamy człowieka na sumieniu. W dodatku ten jest w posiadaniu informacji na temat naszej zguby. Mówi, że on to wszystkich zna w okolicy i on się dowie gdzie samochód jest. Raczy nas co dzień nowymi newsami na temat skradzionego samochodu, a my się wkręcamy.

Pan mi pomoże, bo nie mam za co żyć

Nieco spokojniej jak mówiłem do tematu podejdą osoby oczekujące zwrotu ubezpieczenia. Mniej spokojnie Ci, którzy jeśli auto się nie odnajdzie nie mogą liczyć na nic i zostają z kredytem na samochód, którego już nie zobaczą. Ten człowiek o tym wie i wprowadza nas w sprawę opowiadając, że już jest bliski odnalezienia samochodu. Sam jednak konsekwentnie odmawia współpracy z policją bo boi się zostać „kapusiem” i chce tylko nam przekazywać informacje. W końcu dochodzi do sedna. Najpierw prosi o 100/200 zł bo nie ma za co żyć, bo szef go wywalił i nie chce mu  wypłacić zaległej pensji. Ja widząc to już odpuściłem sobie, zdając sprawę, że coś tu śmierdzi. Później kiedy zaczynamy go zwodzić, że przelejmy pieniądze za kilka dni zaczyna podgrzewać atmosferę, że już wie gdzie jest samochód. Ale nie on tylko jego kolega, które chce za to – i tutaj wpisz dowolną kwotę. Z reguły mowa o niewielkich pieniądzach żeby nie wystraszyć poszkodowanego. Na przykład na „flaszkę” za informacje. Ale to musi być na „już” bo informator za 3 godziny zniknie i nie będzie z nim kontaktu. Jeśli damy się w to wkręcić. Nie zobaczymy już naszego auta, nie zobaczymy również kasy bo rzecz jasna człowiek nigdy go nie widział, a jedyne na co liczy to nasze pieniądze.

Pomysł dobry, gorsze wykonanie

W pewnym momencie tej historii łatwo jest zauważyć przekręt. Jednak działając pod wpływem emocji możemy nie dopuszczać do siebie głosu rozsądku i dać się podejść. Prawda jest taka, że początek intrygi jest niezły i gdyby nasz przeciwnik wykazał się większą inteligencją i ułożył plan bardziej starannie i wiarygodnie mógłby na prawdę nas oskubać. Zadbał bowiem o profil na Facebooku, nie wzbraniał się przed kontaktem z policji i tak dalej. To wszystko ma wzbudzać zaufanie i to działa, jednak wystarczy na spokojnie przeanalizować przekazywane przez niego informacje, żeby zrozumieć na czym stoimy. Oby Was to nigdy nie spotkało, ale jeśli tak się stanie pamiętajcie o tym co napisałem. Może uchroni to kogoś przed niepotrzebnymi nerwami. Jak najszybciej poinformujcie o fakcie policję i zakończcie kontakt gdy tylko wyda się Wam podejrzany!

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Przejdź do paska narzędzi